- Przepraszam, niezdara ze mnie. - powiedział męski głos, podobnie jak ja schylając się. Podniosłam głowę i spojrzałam w śliczne oczy chłopaka... Wydawały mi się znajome. Chciałam jak najszybciej pozbierać książki, jednak uprzedzono mnie. Podniosłam się z ziemi i odebrałam od chłopaka to co trzymał w rękach.
- Yvonne, prawda? - zapytał słodkim głosem, który sprawił, że miękły mi nogi. Przyjrzałam się mu uważnie.
- Liam? - zdałam sobie sprawę na kogo patrze. Nie dziwię się, że go z początku nie poznałam. Miał na sobie kaptur, a połowę twarzy skrył pod czapką z daszkiem. Pokiwał głową szeroko się uśmiechając, a ja odpowiedziałam mu tym samym. Dziwiło mnie, że pamiętał.
- Co tu robisz tak późno? - spojrzał mi w oczy. Spuściłam wzrok.
- Byłam w bibliotece. Zapatrzyłam się na niebo, jest śliczne, mam nadzieję, że nic ci się nie stało.
- No coś ty. - zaśmiał się serdecznie a moje policzki zapłonęły. - Ja też się zapatrzyłem. Księżyc w Londynie jest wyjątkowy, coś, nadaje mu specyficznego uroku, tylko nie potrafię powiedzieć co. - rozmarzył się, ale po chwili speszył się i wrócił na ziemię. - Ale jest też trochę tajemniczy... - przyznał po chwili milczenia. - Księżyc jest zupełnie jak ty.
Musiałam się mocno zarumienić. Pożegnałam się z chłopakiem lekko ściskając jego rękę. Pierwszy dzień w Londynie można było zaliczyć do udanych. Weszłam do swojego pokoju cicho zamykając drzwi. wiedziałam, że skądś kojarzę chłopaków z parku, pomijając to, że właśnie z parku. podeszłam do półki z książkami i wyciągnęłam jedną, z czerwoną oprawą. Książka nosiła tytuł "Siła marzeń" i była autorstwa One Direction. Dostałam ją na urodziny od kuzyna. Stwierdził, że 17 urodziny to idealny pomysł, żeby bliżej się poznać. Ja nawet nie wiedziałam, że on istnieje. Był on synem brata mojego taty i koniecznie chciał się zapoznać. Wysłał mi ją pocztą wraz z krótkim listem wyjaśniającym. Był tam jego numer telefonu, adres, pod którym mieszkał wraz z kolegami na wypadek gdybym kiedyś była w Londynie i miała ochotę się z nim spotkać. Uśmiechnęłam się na myśl, że będę miała okazję nie tylko zaprzyjaźnić się z nim, ale także resztą tak sławnego zespołu. Cieszyłam się, bo byłam ciekawa jacy są. Wyjęłam z kieszeni komórkę i wykręciłam odpowiedni numer. bałam się, że kiedy odbierze nie będę w stanie nic wydusić, bo przecież zupełnie go nie znam, ale wstrzymałam oddech i czekałam. Pierwszy sygnał, drugi...
- Halo? - rozległ się w słuchawce zachrypnięty głos.
- Cześć. Jestem Yvonne, twoja kuzynka, miałam skorzystać, więc tak robię... - zawiesiłam głos. - Wiesz, tak się złożyło, że jestem właśnie w Londynie i dzwonię z pytaniem czy byśmy się wreszcie nie poznali?
- Yvonne? Jak miło, że jednak dzwonisz, myślałem, że się rozmyśliłaś. - rzekł chłopak. - To może umówimy się jutro pod London Eye? Może o 11? Co ty na to?
- Z wielką chęcią, dzięki, że napisałeś. - powiedziałam z radością.
- Dzięki, że zadzwoniłaś... To co, do jutra?
- Do jutra. - pożegnałam się i rozłączyłam. Usiadłam na łóżku, czułam się bardzo dobrze. Byłam szczęśliwa, że odważyłam się do niego zadzwonić. Wreszcie daję radę dogadywać się z ludźmi, robię postępy. zawsze byłam bardzo nieśmiała i nie mogłam nic z siebie wydusić, a teraz stawało się inaczej. Przykrywając się kołdrą momentalnie zasnęłam.
***
Rano ubrałam się i po wzięciu prysznica oznajmiłam wszystkim, że wychodzę. Postanowiłam iść na piechotę, choć była lekka mżawka, no ale przecież z cukru nie jestem. Nie rozpuszczę się. Z uśmiechem na twarzy przyglądałam się ludziom na ulicach Londynu. Dochodząc pod London Eye zobaczyłam mojego kuzyna w towarzystwie Liama. rozglądali się za mną, a ja byłam wdzięczna losowi za to, że jeszcze mnie nie widzą. Musiałam się jakoś na tą rozmowę przygotować. Cieszyłam się również, że mam okazję lepiej poznać Liama. Wydawało mi się, że to fajny chłopak. Stanęłam za nimi i czekałam, aż mnie zauważą.
- Stary, a może ja nie chcę jej poznawać, może najpierw ty poznasz ją pierwszy - tłumaczył przyjacielowi chłopak z parku. - a potem przedstawisz nam, ok?
- Nie. - zaprzeczył drugi. - Potrzebuję twojego wsparcia.
Odchrząknęłam lekko. Odwrócili się. Mój kuzyn uśmiechnął się szeroko, a Liam wytrzeszczył na mnie oczy.
- Cześć. - przywitałam się słodko jakby nigdy nic.
- Cześć. - odparł pierwszy. - Liam poznaj...
- Wiem kim jest. - posłał mi śliczny uśmiech na który oblałam się rumieńcem.
- Jak to? Wy się znacie? - zdziwił się.
- Tak jakby. - odpowiedzieliśmy mu równocześnie i oboje się zaśmialiśmy.
- W każdym razie cieszę się, że cię widzę Yvonne. - pokazał rządek białych ząbków.
- Ja także się cieszę kuzynie. - szturchnęłam go w ramie. - Może gdzieś usiądziemy? - zaproponowałam.
- Z chęcią.
Ruszyliśmy przed siebie. Chłopak prowadził nas gdzieś. Przez całą drogę Liam przyglądał mi się dziwnie. W końcu zapytałam go o co chodzi.
- Wiedziałaś, że jesteśmy z Niallem sławni, a jednak zareagowałaś na nas zupełnie normalnie... - powiedział cicho. Mój kuzyn popatrzył na nas z uśmiechem na ustach.
- A jak miałabym? Jesteście normalnymi chłopakami, którzy robią to co kochają, a inni ich za to cenią. - uśmiechnęłam się szczerze. Popatrzyli na mnie jak na wariatkę. - Mówię co myślę. - mruknęłam. Skarciłam siebie w myślach, że tak gadam.
- Pięknie myślisz. - szepnął mi do ucha Liam, a ja się rozpromieniłam. Usiedliśmy w przytulnej kawiarence na rogu dwóch ulic, skąd dobrze widać było London Eye. Patrzyłam przez okno zachwycając się widokiem za oknem, podczas kiedy chłopcy stali przy ladzie. Zapytali co chcę, a ja poprosiłam o kawę z karmelem. Po chwili usiedli przy stoliku sami zajadając się czekoladowymi ciastkami z posypką kokosową. Ciągle spoglądali na mnie i proponowali mi jedno, ale odmawiałam.
- Czemu nie weźmiesz, jeśli się odchudzasz, to nie masz z czego. - zaśmiał się brunet.
- Wiecie, ja po prostu mam uczulenie na kokos. - powiedziałam cicho. Spuścili głowy i już nie proponowali mi słodkości.
- To opowiedz nam coś o sobie. - zaproponował mój kuzyn. Wzruszyłam ramionami.
- Ale co?
- Najlepiej wszystko. - zaśmiał się sympatycznie.
- Harry. - skarcił go przyjaciel.
- No to zacznę od tego, że mam 3 rodzeństwa, o czym oboje nie wiecie... - Harry zakrztusił się kawą.
- Czemu ja o tym nie wiem? - wykrzyknął. Wzruszyłam ramionami i kontynuowałam. - Urodziny mam 29 maja, urodziłam się w Polsce i tam wychowałam...
- Coś się zmieniło? - znów przerwał mi Harry upijając łyk gorącej kawy. Pokiwałam głową.
- Przeprowadziłam się tu. No więc, co jeszcze. Mój ulubiony kolor to purpurowy, - zobaczyłam jak Liam się uśmiecha. - Co, znów? - zachichotałam.
- Nic, po prostu mój też.
- Aha. Bardzo lubię czekoladę, i chińskie żarcie, - rozmarzyłam się. - w Polsce zostawiłam moją przyjaciółkę, która jest dla mnie jak siostra, mam psa o imieniu Spike, uwielbiam czytać, wydaje mi się, że jestem dość nieśmiała i nie lubię rozmawiać z ludzi których nie znam, ale po woli idzie mi to coraz lepiej, lubię przebywać sama i w gronie najbliższych przyjaciół i rodziny. - uśmiechnęłam się do nich. - Nie wiem, co mogłabym jeszcze o sobie powiedzieć.
- Powiedz jeszcze, że twoją ulubioną wokalistką jest Leona Lewis, twoją ulubioną częścią ciała dłonie i że miałaś żółwia morskiego o imieniu Frederick to ja odpadam. - wykrzyknął Harry. Liam spiorunował go wzrokiem a ja byłam w szoku.
- Opanuj się człowieku. - rzekł do niego przyjaciel.
- Ale to wszystko prawda, skąd wiedziałeś? - zaciekawiło mnie to okropnie. Spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie wiedziałem, strzelałem. - przyznał a potem wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Ludzie patrzyli na nas dziwnie. Oboje z Liamem nie mogliśmy uspokoić kolegi. Zachowywał się strasznie dziecinnie, aż mi też chciało się śmiać, tyle że z niego.
- Dobra o co chodzi? - zapytałam kiedy się opanował. Zerknął na przyjaciela.
- Jesteś strasznie podobna do Daddiego. - powiedział.
- Kogo? - zdziwiłam się.
- Liama.
Prawie identyczni!Jeszcze tylko łyżki to będzie damska wersja Liama... :) Kolejny rozdział, który prezentuje się świetnie!
OdpowiedzUsuńGenialne *,*
OdpowiedzUsuń