Usiadłam na ławce wpatrując się w zabieganych ludzi. Ciągnęli za sobą walizki a także dzieci i poganiali siebie na wzajem, aby tylko zdążyć na dobry samolot. Nagle ktoś zakrył mi dłońmi oczy.
- Zgadnij kto to? - rozpoznałam głos mojej przyjaciółki.
- Nie no pomyśle. - udałam że się zastanawiam. Wstałam i przytuliłam dziewczynę. - Tęskniłam Kora.
- Ja też tęskniłam. - mocno przytuliła się do mnie, aż zabrakło mi powietrza.
- Paula, nie mogę oddychać. - wydusiła, a dziewczyna puściła mnie z przepraszającą miną. Wzięła rączkę walizki i powędrowała za mną do postoju taksówek. Wsiadłyśmy do jednaj z nich a ja podałam adres.
- Ale tu pięknie. - wyszeptała Paulina wpatrując się w krajobraz za oknem.
- Też tak uważam. - uśmiechnęłam się. - Wiesz, poznałam wreszcie tego swojego kuzyna... - zaczełam cicho.
- I co? Jaki jest... - zadawała mnóstwo pytań, a ja nawet nie zdążałam z odpowiedziami. Opowiedziałam jej, że jest bardzo sympatyczny i ma fajnych dwóch kolegów. Śmiałam się z tego, jak bardzo jestem podobna do jednego z nich i jaki to opiekuńczy jest drugi i jaki ma świetne podejście do dzieci. - Są przezabawni i w ogóle... - uśmiechnęłam się na myśl o tych ślicznych oczach.
- Iwona, ty się zakochałaś. - stwierdziła ze śmiechem Paula.
- Co? - zapiszczałam. - Skąd ci to przyszło do głowy, to jakieś szaleństwo ja nie... - spojrzała na mnie kręcąc kpiąco głową. - No zakochałam się, i co? On mnie nawet nie lubi...
- Nie wiesz tego na pewno. - położyła na rękę na ramieniu, a Micki, mała kochana puchata kuleczka polizał mnie po twarzy. Uśmiechnęłam się i zapłaciłam, ponieważ akurat dotarłyśmy pod mój dom. Wysiadłam pomagając Pauli z walizką i otworzyłam drzwi. Wtedy wpadł na mnie Leon.
- Pomóż mi proszę. Nie chcę, żeby znowu tak było. - zapłakał. Spojrzałam na niego nie rozumiejąc co się dzieje. Nagle usłyszałam płacz dziecka. Wejściowe drzwi się uchyliły, ale ja już nie zwracałam na to uwagi.
- Zajmij się Leonem. - rzuciłam do przyjaciółki. Obawiałam się najgorszego.
- Zostaw ją rozumiesz?! - krzyczał mój starszy brat trzymając mocno moją matkę. Nogi się pod nią uginały, widać, że znów była pijana. Na podłodze skulona leżała Rebeca. Bez ruchu. Na twarzy odbity miała ślad ręki. Podbiegłam do niej i kucnęłam koło niej.
- Siostrzyczko? - zapytałam cicho. Nagle pojawił się koło mnie blondyn, ten z parku wziął małą na ręce i nakazał biec. W hallu były płomienie. Wyrwałam się z uścisku chłopaka i pobiegłam z powrotem do miejsca gdzie widziałam moją matkę i brata.
- Łukasz, dom płonie! - krzyknęłam przedzierając się przez płonące zgliszcza nowego domu. Chłopak wyrwał się kobiecie i złapał mnie ciągnąc do wyjścia. Wybiegliśmy da dwór, za bramę zostawiając w środku moją matkę. Już po chwili pojawiła się straż pożarna, ale ja nie chciałam tu być. Wzięłam od Nialla małą siostrzyczkę i mocno utuliłam.
- Iwona. - wyjąkała, a na jej twarzyczce zagościł strach.
- Nie bój się, już wszystko będzie dobrze, już tego nie zrobi. - szepnęłam a łzy pociekły mi po policzkach.
- Chodźcie z nami. - usłyszałam zachrypnięty głos Harrego. Podniosłam głowę, i dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego co się właśnie stało. Stał przede mną wraz z Liamem i Niellem. Uratowali nas. Przytuliłam siostrę do piersi, a Łukasz wziął na ręce zapłakanego Leosia. Paulina szła koło mnie wciąż uspakajając, ale strach nie odpuszczał. Znów to się działo. Piła, i brała nie wiadomo co jeszcze. Doprowadzała swoje ciało, do stanu krytycznego. Zaczęła bić ich, tak samo jak kiedyś biła mnie i Łukasza. Jak mogłam ich zostawić samych w domu.... Jak mogłam im to zrobić? Nogi się pode mną ugięły usiadłam na chodniku i spojrzałam na siostrę.
- Jestem beznadziejna. - powiedziałam. Łzy znów pociekły po moich policzkach. Paulina usiadła koło mnie i pogłaskała po włosach.
- Nie mów tak. - szepnął mi ktoś do ucha. Zobaczyłam za sobą Nialla. Podobał mi się to prawda, ale nie miałam do tego teraz głowy.
- Jak mogłam ich zostawić? - zapytałam łkając i wskazując na Leosia i Rebecę. Blondyn wziął ode mnie siostrę. Liam pomógł mi wstać i obejmując ramieniem zaprowadził do swojego domu. posadzili mnie na kanapie wraz z otępiałym Łukaszem i Pauliną. Moje młodsze rodzeństwo zaprowadzili na górę i położyli spać. I choć było jeszcze wcześnie, oznajmili, że już smacznie śpią. Podkuliłam nogi pod brodę i wytarłam kolejne słone kropelki z policzka. Niall usiadł koło mnie i objął ramieniem. Byłam mu wdzięczna za to, że nic nie mówił. Po prostu starał się pomóc mi jak umiał,m choć widziałam go parę razy w życiu. Wczoraj co prawda dość dobrze się poznaliśmy i zdałam sobie sprawę, że to nie Liama lubię, ale właśnie tego słodkiego blondynka, ale to wystarczało mu, żeby mnie rozumiał.
- Łukasz, co tam się właściwie stało? - zapytał Harry.
- Ja.... - zawahał się. - Widziałem jak ona ich biła, i zacząłem ich bronić. Była strasznie natarczywa, waliła mnie na oślep, nie wiem, skąd w niej tyle siły, nie dawałem sobie z nią rady, szczególnie, że bałem się o Rebecę, która leżała na ziemi i się nie ruszała. - wyszeptał. Nagle syknął z bólu.
- Co się stało? - zapytała Paulina. Chłopak podwinął bluzkę i zobaczyłam na jego brzuchu okropną, otartą lekko ranę. Wyglądało to nieciekawie. - Gdzie macie apteczkę? - zapytała moja przyjaciółką. Liam zaprowadził ich do łazienki, a Harry poszedł sprawdzić, co z dziećmi.
- Nie martw się, będzie dobrze. - szepnął mi do ucha Niall, kiedy już miałam się rozkleić.
- Ja nie chcę, żeby oni przechodzili to co ja. Zbyt się nacierpiałam, wiem jaki to ból i nikomu tego nie życzę... Wiesz jak to jest, jak zdajesz sobie sprawę, że własna matka cię nie kocha? - jęknęłam patrząc mu prosto w oczy?
Przytulił mnie mocno, a kiedy puścił położyłam głowę na jego kolanach. Ledwo zdążyłam zamknąć napuchnięte od płaczu oczy, zasnęłam głębokim snem
WoW! Ta ich matka.... Nie pomyślałabym.Mam nadzieje,że nie spłonęła tam żywcem,co nie?No w każdym razie czekam na następny rozdział z ciekawością!
OdpowiedzUsuńAle się porobiło o,,o Czekam na ciąg dalszy xx
OdpowiedzUsuńSuper !! Czekam na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuń